Majorka – wśród palm, cedrów, oliwek, pomarańczy i dziewiczych plaż

Norweskie lato niestety po raz kolejny zawiodło. Zdecydowanie brakuje mi tutaj słońca i upalnych dni, które rekompensują cudowne krajobrazy,  jednak samymi widokami żyć nie można. Żądna słońca i błękitnej, cieplutkiej wody, która będzie zupełnym przeciwieństwem lodowatych fiordów, pakuję walizki i ruszam na długo wyczekiwane wakacje.

Ponieważ jestem miłośniczką organizowania wyjazdów na własną rękę, rezygnuję z usług biura podróży i tworzę własną wizję idealnych wakacji. Przed wyjazdem buszuje namiętnie po internecie w poszukiwaniu ciekawych miejsc i najpiękniejszych plaż na Majorce. Podobno prawdziwe perełki kryją się tuż za rogiem. Planując wakacje nastawiłam się bardziej na wypoczynek więc będzie więcej plażowania niż zwiedzania.

Jest 23.30…Lądujemy w Palmie…wśród soczyście zielonych palm. Po raz drugi na hiszpańskiej ziemi, jednak tym razem na skąpanej w słońcu Majorce. Perła Balearów, o której Fryderyk Chopin pisał „Niebo jak turkus, morze jak lazur, góry jak szmaragd, powietrze jak w niebie”. I nie bez powodu, gdyż wyspa oczarowuje wszystkimi darami natury. Błękitne morze spotyka się z majestatycznymi szczytami gór Serra de Tramuntana tworząc idealne warunki do wypoczynku wśród palm, cedrów, oliwek, pomarańczy i dziewiczych plaż.

Po ponad 3 godzinach lotu wysiadam z samolotu i bucha we mnie gorące powietrze. Tego było mi trzeba. Ciężko będzie się przyzwyczaić po długich miesiącach spędzonych w chłodnym, skandynawskim klimacie. Mimo dosyć późnej już pory lotnisko wrze od chmary podróżujących turystów. Palma de Mallorca jest chyba jednym z najbardziej ruchliwych lotnisk w Europie. Udajemy się do stanowiska Alamo – firmy, w której zabukowaliśmy samochód na cały pobyt. Wszystko poszło jak z płatka. W dodatku zostaliśmy mile zaskoczeni, gdyż zaoferowali nam lepszy samochód, niż ten który zarezerwowaliśmy w tej samej cenie. W sumie koszt wynajmu za cały tydzień wyniósł 180 € i wszystko przebiegło bardzo sprawnie. Auto udało się wypożyczyć w dość korzystnej cenie za pośrednictwem strony Norwegian Air Shuttle. Odbieramy szybciutko nasze cudo z parkingu i ruszamy w kierunku dzielnicy El Arenal oddalonej zaledwie 12 km od stolicy, gdzie znajduje się hotel HSM Son Veri, w którym się zatrzymujemy. To tutaj będzie nasza baza wypadowa. Hotel kilka miesięcy wcześniej przeszedł całkowitą renowację. Rezerwacji dokonałam przez stronę booking.com w dość korzystnej cenie 1.000 € za pobyt dla 2 os./7 nocy w pokoju superior z balkonem i widokiem na morze. W cenę pobytu zostały wliczone śniadania i kolacje.

Docieramy na miejsce. Jest już grubo po północy. W recepcji wita nas niezwykle uśmiechnięty latynos. Szybki check-in, dostajemy voucher na tzw. „drink powitalny” do wykorzystania w „Sky barze”, który znajduje się na dachu hotelu  i udajemy się do pokoju, gdzie zmęczeni zapadamy w głęboki sen.

Budzę się rano następnego dnia, muśnięta delikatnie promieniami słońca, które wdarły się do pokoju przez szparę w zasłonach. Zrywam się z łóżka, rozsuwam drzwi balkonowe i wychodzę na zewnątrz. Pogoda jest nieskazitelna, niebo bezchmurne, dość upalnie ale z delikatnym wiaterkiem a widoki z dziewiątego piętra całkiem przyjemne. Dopiero w tym momencie poczułam, że jestem na upragnionych hiszpańskich wakacjach. Rozciągam się chwilę i rozkoszuję widoczkiem. Oby ta chwila trwała wiecznie.

hsmson veri

Ogólnie hotel wywarł na mnie pozytywne wrażenie. Pokoje jasne i  przytulne, codziennie sprzątane przez bardzo sympatyczną Hiszpankę, która każdego ranka witała nas z uśmiechem na twarzy w hotelowym korytarzu, kiedy szliśmy na śniadanie. Cały personel był bardzo przyjazny, uśmiechnięty i pomocny. Śniadania i kolacje dość smaczne, aczkolwiek mało urozmaicone. Uważam, że za tą cenę trafiło nam się jak ślepej kurze ziarnko. W dodatku hotel oferuje swoim gościom dwa baseny, w tym jeden na dachu z którego roztacza się wspaniały widok na morze, góry i całą okolicę. Zresztą sami zobaczcie.

skybarskybar2skybar3

Po śniadaniu biegniemy szybciutko na dach się relaksować. Plan był taki, że w pierwszy dzień po przylocie odpoczywamy i smażymy się na pobliskiej plaży. Uznałam, że muszę nałapać jak najwięcej promieni słonecznych, żeby zgromadzić zapasy na przetrwanie norweskiej zimy bo nie wiadomo, kiedy nadarzy się kolejna okazja, żeby znowu gdzieś pojechać. Tak więc poranek spędzamy w towarzystwie orzeźwiającego kieliszka tradycyjnej, hiszpańskiej Sangrii i świeżo wyciskanego soku z pomarańczy, patrząc na bezkresne morze i mocząc stópki w nagrzanym basenie. Chyba brzmi nieźle a dzień zapowiada się relaksująco.

20170823_101303

dach

20170817_160340

Po tak wspaniałym relaksie nie chciało się wychodzić z basenu ale wiedziałam, że jakieś 10 minut spacerem od hotelu czeka na nas słynna plaża Playa de Palma. Idziemy  zatem przywitać Majorkę i dryfujące po morzu w oddali żaglówki. Po chwili docieramy do promenady, mijając po drodze liczne sklepiki z pamiątkami. W oddali, zza palm powoli wyłania się cudowny błękit morza. Przystajemy na chwilę, żeby zrobić pamiątkowe focie.

palmy

Idziemy dalej, docierając do ciągnącego się kilometrami deptaka, skąd udajemy się prosto na plażę. Jest dość tłoczno co mnie wcale nie dziwi. Środek sezonu, w dodatku sierpień jest najgorętszym miesiącem na Majorce. Ale o to mi chodziło. Żeby poczuć żar na skórze i prawdziwe wakacje. Szczęśliwa z bananem na twarzy pozuję do zdjęcia.

majorka

Ku mojemu zaskoczeniu i wbrew opiniom, które czytałam w internecie przed przyjazdem tutaj plaża jest piękna, piaszczysta a woda w morzu krystalicznie czysta a co najważniejsze cieplutka. Dodam jeszcze, że przedstawicielka biura, w którym wypożyczyliśmy auto już na dzień dobry zniechęciła nas, kiedy dowiedziała się, gdzie się zatrzymujemy, mówiąc, że mieszka w tym rejonie i nie jest to najlepsza miejscówka. Jednak po dotarciu tutaj śmiem twierdzić, że całkowicie się z nią nie zgadzam. Zresztą to miała być tylko nasza baza, z której każdego dnia wyruszymy, żeby odkrywać najpiękniejsze zakątki wyspy. Poza tym byłam tak wniebowzięta, że nie przeszkadzały mi nawet tłumy na plaży. Rozkładamy zatem ręczniki i rozpoczynamy nasz plażing – smażing. Po paru godzinach wylegiwania się w słońcu głodne żołądki zaczęły upominać się o solidny posiłek. Ruszamy zatem wzdłuż promenady w poszukiwaniu restauracji, w której moglibyśmy zjeść tradycyjną hiszpańską Paelle. A tych zdecydowanie tutaj nie brakowało. Wokoło było ich pełno a tłumy ludzi przewijały się w każdej. Z oddali było słychać wszędzie śmiechy, hiszpańską muzykę i dobiegające zewsząd zapachy. Już tutaj dostrzegłam, że całe El Arenal tętni życiem. Turyści spacerują wzdłuż deptaka, jeżdżą na rowerach, jest dość tłoczno ale każdy poddaje się wakacyjnym klimatom. Restauracje i sklepy z pamiątkami otwarte są do późnych godzin nocnych. Docieramy do jednej z nich, gdzie naszą uwagę przykuwa bilbord reklamowy z informacją, że paella w zestawie z kieliszkiem sangrii kosztuje 10.50 €. Siadamy przy stoliku i składamy zamówienie. Dla tych, którzy nie mieli okazji spróbować dodam, że jest to hiszpańska potrawa z ryżem serwowana głównie z owocami morza, mięsem lub warzywami i kawałkiem cytryny, smażonymi na metalowej patelni z dwoma uchwytami. W takiej też postaci wylądowała na naszym stoliku. Niebo w gębie, palce lizać. A  oto i nasz hiszpański przysmak.

20170817_16191320170817_161932

Nacieszyliśmy już podniebienie ale czułam pewien niedosyt w ustach. Deser chodził mi po głowie. Przy deptaku za rogiem znajdujemy kawiarnie z lodami o smakach jakie tylko dusza zapragnie.

lody

Tuż na przeciwko restauracji, zaraz przy deptaku dostrzegam budowlę z piasku, która została usypana najprawdopodobniej przez okolicznych mieszkańców. Podchodzimy bliżej i robimy kilka zdjęć, za które pobierana jest drobna opłata wedle uznania ale nie obowiązkowa. Wrzucasz jeśli masz takie życzenie. Zamek z piasku, którego pilnuje ogromny smok to prawdziwe dzieło sztuki. W nocy budowla jest dodatkowo oświetlona kolorowymi reflektorami lub lampionami, co daje spacerowiczom imponujący efekt.

zamek

zamekzpiasku

Dzień powoli dobiega końca jednak największą niespodziankę na koniec przygotowało nam niebo w postaci najpiękniejszych zachodów słońca, jakie kiedykolwiek było mi dane zobaczyć. Podczas naszego pobytu udało się uchwycić kilka naprawdę ujmujących zarówno na plaży jak i z hotelowego tarasu i balkonu naszego pokoju.

20170819_20541820170818_20161220170818_20193120170818_202640

Cóż mogę powiedzieć. To był bardzo intensywny ale emocjonujący dzień i z niecierpliwością czekam na kolejny. Wspominam go miło przy dźwiękach latynoskiej muzyki. Kocham hiszpańskie klimaty i tą hiszpańską wolność, którą czuje się tutaj od pierwszych chwil, spacerując wąskimi uliczkami Palmy czy poddając się tańcom do białego rana w rytmach hiszpańskiej muzyki. Gitary i śpiewy rozbrzmiewają we wszystkie strony świata, powietrze staje się lżejsze z każdym wdechem a ludzie cieszą się życiem wraz z ostatnimi promieniami zachodzącego słońca, które chwyta za serce każdego człowieka o wrażliwej duszy. Chwilo trwaj wiecznie!

Przydatne informacje:

  • wypożyczenie auta – 180 €/7 dni Norwegian Air Shuttle
  • lot Norwegia – Palma de Mallorca w dwie strony – ok. 1.000 NOK z dodatkowym bagażem www.norwegian.com/pl
  • hotel HSM Son Veri – 1.000 €/7 dni za 2 os.
  • lotnisko Palma de Mallorca – El Arenal – ok. 12 km
  • kieliszek sangrii – ok. 4.5 €
  • Paella – 10-15 € w zależności od rodzaju
  • piwo San Miquel – 2-3.50 € w zależności czy w sklepie czy restauracji
  • butelka wody – 1-2.50 €

2 myśli w temacie “Majorka – wśród palm, cedrów, oliwek, pomarańczy i dziewiczych plaż

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s