Påske – czyli Wielkanoc po norwesku

Czy ktoś z Was miał okazję spędzać Wielkanoc za granicą? Ja w tym roku świętuję w Norwegii, dlatego postanowiłam przybliżyć Wam trochę tradycję świąt nad fiordami.

Norweskie tradycje wielkanocne znacznie odbiegają od tych, które znamy z polskich domów. Mimo, że na stołach, podobnie jak w Polsce królują jajka, kurczaczki i dodatki w żółtym kolorze, Wielkanoc obchodzona jest tutaj zupełnie inaczej. No cóż, co kraj to obyczaj. Podczas gdy w Polsce malujemy pisanki, szykujemy koszyczki do święcenia a zajączek przynosi dzieciom prezenty, Norwegowie wyjeżdżają na narty do hytte, czytają kryminały i zajadają się czekoladowym wafelkiem Kvikk Lunsj. Tak właśnie tak! Nie przesłyszeliście się 😉 Co niektórych może to dziwić, niemniej jednak dla Norwegów Wielkanoc to przede wszystkim wielkanocne wakacje tzw. påskeferie, które należy spędzić miło, przyjemnie i aktywnie, czyli koselig a najlepiej wrócić z nich påskebrun, czyli z wielkanocną opalenizną. Zapewne wiele z tych pojęć nic Wam nie mówi i słyszycie je po raz pierwszy ale za chwilkę wszystko Wam wyjaśnię 🙂

God-Påske

źródło: http://www.freskus.no

PÅSKEFERIE, czyli wielkanocne wakacje

Wraz z pierwszym powiewem wiosny nad fiordy przychodzi czas Wielkanocy, związanej ze śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa. Ponieważ Norwegowie w większości są narodem  protestanckim, ich świętowanie raczej nie przypomina religijnego charakteru. Dla nich to czas, kiedy mogą odpocząć i wyrwać się z domów. Sprzyja im najdłuższa ilość dni wolnych od pracy w Europie a mają ich aż 3 – Wielki Czwartek, Wielki Piątek oraz Drugi Dzień Świąt. Zatem oficjalne wolne rozpoczyna się już w czwartek, jednak chcący przedłużyć sobie wolne zazwyczaj biorą dodatkowe 3 dni urlopu, dzięki czemu zyskują ponad tydzień wiosennych wakacji. Przy czym norweskie dzieci rozpoczynają swoje ferie już od poniedziałku i śmigają na nartach, podczas gdy polskie siedzą jeszcze w szkolnych ławkach. Pewnie niejeden polski uczeń stwierdziłby, że takiemu to dobrze😊 Jeżeli chodzi o sklepy są już zamknięte w Wielki Czwartek i Wielki Piątek. Część z nich zostaje otwierana ponownie w Wielką Sobotę ale głównie do godziny 16.00.

paskeferie
Wszystko co kojarzy się z Wielkanocą w Norwegii

źródło: http://www.ta.no

HYTTE, czyli domek letniskowy

Prawie co drugi Norweg posiada swoją własną, prywatną hytte, czyli domek letniskowy położony w górach nad brzegiem, jeziora, morza czy fiordu. Wyjazdy do górskiej chaty w czasie Świąt Wielkanocnych stały się już niemal norweską tradycją i łączą się nierozerwalnie z obchodzeniem Wielkanocy. Miałam już okazję być niejeden raz w takim domku i muszę przyznać że są bardzo przytulne a z okien roztaczają się malownicze pejzaże na góry i morze. Kto nie chciałby zasiąść w wygodnym fotelu w blasku płonącego kominka z oszałamiającym widokiem?!

hjjiii (2)
Norweskie „hytte” porośnięte trawą

źródło: archiwum prywatne

PÅSKESKI, czyli Wielkanoc na nartach

Wielkanoc kojarzy nam się z przyjściem wiosny a Norwegom?! No właśnie… Norwegowie kochają spędzać czas na świeżym powietrzu i mają na tym punkcie bzika. Najlepiej żeby było aktywnie a że w górach zalegają jeszcze resztki śniegu tzw. påskeføre, przy okazji pobytu w swoich hyttach zjeżdżają na nartach. To ulubiony, zimowy sport Norwegów, więc jakże mogliby go sobie odmówić w czasie Świąt Wielkanocnych, zwłaszcza, że to ostatni dzwonek na białe szaleństwo. A ponieważ słońce w tym czasie budzi się do życie i otula nasze twarze swoimi promieniami warto przywieźć ze sobą wielkanocną opaleniznę czyli påskebrun. Oprócz wyjazdów na narty bardzo popularne wśród Norwegów są w tym czasie påsketur, czyli świąteczne wycieczki, również zagraniczne do ciepłych krajów. Najważniejsze, żeby wrócić, zadowolonym i wypoczętym.

kioll

źródło: archiwum prywatne

 

KVIKK LUNSJ, czyli wielkanocny batonik

Typowy Norweg w czasie Świąt Wielkanocnych nie ruszy się nigdzie bez swojej ulubionej przekąski jaką jest Kvikk Lunsj, czyli chrupiący wafelek oblany pyszną, mleczną czekoladą. Staram się ograniczać słodycze ale mieszkając w tym kraju ciężko się oprzeć pokusie. Już nie zliczę ile wcięłam tych norweskich batoników 😊 Ważne jest żeby zaopatrzyć się w zapasy i zabrać jak najwięcej wafelków na stok narciarski. Na Wielkanocnym, norweskim stole w każdym bądź razie nie może zabraknąć słodyczy, głównie czekoladowych jajek påskeegg, wafelków kvikk lunsj oraz marcepanów. Wedle tradycji norweskie dzieci w Wielką Sobotę poszukują w ogródkach ukrytych, czekoladowych jajek. Oprócz słodyczy, nie może zabraknąć soczystych pomarańczy. I tak jak w Polsce zapach pomarańczy kojarzy się raczej ze Świętami Bożego Narodzenia, tak w Norwegii króluje na wielkanocnych stołach. Nie może też zabraknąć Solo, czyli norweskiej, pomarańczowej oranżady.

kvikk
wafelek w mlecznej czekoladzie

źródło: http://www.freia.no

PÅSKEKRIM, czyli wielkanocne kryminały

Nie ma to jak norweska Wielkanoc z dreszczykiem 😉 Pewnie zastanawiacie się o czym piszę i czy przypadkiem nie oszalałam. Ale prawda jest taka, że czytanie kryminałów w czasie Wielkanocy stało się tradycją w Norwegii a półki w księgarniach przed świętami aż uginają się od nowości i powieści kryminalnych. Pewnie zastanawiacie się skąd w Norwegii wzięła się taka nietypowa tradycja. Otóż wszystko zaczęło się od wydania kryminalnej powieści pt. „Splądrowany nocny pociąg do Bergen” w latach 20 XX wieku tuż przed świętami, która okazała się prawdziwym norweskim hitem. Od tamtej pory, już co roku w Wielkanoc Norwegowie zasiadają wygodnie w fotelu po kocem, zaczytani w kryminalne fabuły.

paskekrim

źródło: http://www.forlagsliv.no

PÅSKEPYNT, czyli wielkanocne dekoracje

Cała Norwegia aż roi się od białych, drewnianych domów z wielkimi tarasami, przyozdobionymi lampionami, świecami i pluszowymi skórami zwierząt, które służą jako dywaniki czy też ozdoby na sofy i krzesła. Norwegowie kochają zdobić swoje domy zwłaszcza na święta. Lubią czuć się we własnych domach koselig, czyli przytulnie, miło i przyjemnie a prawda jest taka, że mają u siebie pole do popisu.  W czasie Wielkanocy cały dom zamienia się w żółto-zieloną polanę. Jak zapewne zauważyliście powyżej, opakowanie batonika kvikk lunsj przybrało również wielkanocne barwy 😊 Dokładnie jak w Polsce króluje gul, czyli kolor żółty. I tak po domu kicają żółte zające, kury składają żółte jajka, w oknach rozkwitają żonkile i tulipany, na stołach leżą żółte serwety a fotele i sofy zapadają się od ilości żółtych, pierzastych poduszek 😉

paskepynt

źródło: http://www.klingel.no

paskepynt2

źródło: http://www.princessbutikken.no

I jak Wam się podoba? Chcielibyście spędzić Wielkanoc w norweskim stylu? 😉

Wszystkim czytelnikom bloga życzę w takim razie God Påske, czyli Wesołych Świąt Wielkanocnych! 😊🥚🌻

 

Podróż za jeden uśmiech – prawdziwe życie Tajów

Marzymy często o domu z basenem, luksusowych wakacjach, markowych ciuchach, ekskluzywnych perfumach, najnowszym modelu samochodu. Jedziemy do Azji, gdzie jeden uśmiech zmienia wszystko i nagle uświadamiamy sobie jak niewiele potrzeba człowiekowi do szczęścia. Jeden mały gest…jeden szczery uśmiech…jedno dobre serce…jedna pomocna dłoń może zmienić wszystko i znaczy tak wiele. Tajlandia skradła mi serce…ludzie, którzy tam mieszkają…którzy żyją bez pośpiechu…których uśmiech jest lekarstwem na całe zło…którym tak niewiele potrzeba aby być szczęśliwym…którzy sobie pomagają…nie skaczą do gardeł…żyją chwilą tu i teraz…nie patrzą w przyszłość…nie martwią się co będzie jutro. Do szczęścia wystarczy im mała, drewniana chatka…zwyczajna praca…zwykły zawód i tysiące ludzkich uśmiechów …brata…siostry…matki…dziecka…sąsiada. Taką Tajlandię pokochałam i taką zapamiętam bo to nie tylko niebiańskie plaże, a znacznie więcej.

Dzięki autorskiej wycieczce udało mi się dotrzeć do miejsc w rejonie Krabi, do których docierają tylko nieliczni.

1. TARG WARZYWNO – OWOCOWY

targ

Lokalny targ w Krabi był prawdziwą eksplozją smaków, kolorów i zapachów w jednym. Chyba nigdy w swoim życiu nie widziałam na raz tylu wielobarwnych owoców i warzyw w jednym miejscu. Moje zdumione oczy nagle rozbiegły się we wszystkie strony i nie potrafiły skupić w jednym punkcie. Mnóstwo kolorowych straganów wypełnionych soczystymi owocami i dorodnymi warzywami. Aż ślinka ciekła, kiedy je zobaczyłam. Zapewne część z nich widziałam pierwszy raz na oczy i nie miałam zielonego pojęcia na co patrzę i co to za owoc tak naprawdę. Ciężko było je zidentyfikować. W dodatku na targu panował dość spory chaos, gwar i straszna duchota, gdyż mnóstwo ludzi spacerowało wokół z niezwykłym zaciekawieniem w poszukiwaniu ulubionych smaków. Popatrzmy na te pyszności! Same łakocie i witaminy 🙂

targ2

targ3

targ4

targ5

targ6

targ7
Dragon Fruit, czyli Smoczy Owoc

targ8

targ9

Z tego wszystkiego zachciało mi się pić więc podążając za pragnieniem rzuciłam się  na kokosy i wodę kokosową, za którą zapłaciliśmy o połowę mniej niż w Ao Nang bo jedyne 20 Bht, czyli około 2 polskich złotych. Spragniona wypiłam jednym łykiem, zwłaszcza, że uwielbiam wszystko co kokosowe i z tym związane.

kokosy3
Świeżutkie kokosy

kokos2

kokos
Pychotka!

Kiedy minęliśmy przyjemne dla oka warzywa i owoce i poszliśmy dalej już nie było tak kolorowo. Zapach ryb i mięsa leżącego na straganach w ponad 30 stopniowym upale nie zachęcał już tak do jedzenia. Chociaż uwielbiam ryby, szybko stamtąd się ewakuowaliśmy.

targ10

targ11

targ12targ13

2. TAJSKIE PRZYSMAKI

Wizyta na lokalnym targu warzywno – owocowym tylko zaostrzyła mój apetyt dlatego przy okazji warto wspomnieć o tajskich potrawach. Obowiązkowym punktem wizyty w Tajlandii jest oczywiście uliczne jedzenie, tzw. street food, gdzie na każdym kroku możecie spróbować lokalnych przysmaków.

Każdy kto choć raz spróbował tajskich specjałów, wie, że to prawdziwa uczta dla podniebienia. Zdecydowanie pikantne potrawy z nutą trawy cytrynowej to orgia dla największych smakoszy i fanów ostrego jedzenia. Kto nie próbował tajskiej zupy Tom Yum, która wypaliła mi niemal wszystkie nozdrza nie wie ile traci😉Niezwykle aromatyczna i rozgrzewająca pobudzi nawet największego niejadka. W jej skład wchodzą między innymi krewetki, kurczak, chilli, trawa cytrynowa, grzyby. Wygląda całkiem apetycznie. Gorzej było kiedy pierwsza łyżka wylądowała w moich ustach 😋 Chyba pierwszy raz w życiu poczułam co znaczy piekielnie ostre żarcie😝 Oczywiście z dodatkiem ryżu smakowało wybornie.

tom yum
Tajska zupa Tom Yum

Całe szczęście kolejna potrawa była już dla mnie bardziej łaskawa i chyba najbardziej mi posmakowała. Pad Thai to najpopularniejsze danie w całej Tajlandii, czyli makaron ryżowy serwowany najczęściej z tofu, kurczakiem, owocami morza i kiełkami fasoli mung. Uliczny smakował wybornie i kosztował jedyne 80 Bht (8 zł). Do tego koniecznie trzeba spróbować ulicznych, świeżo wyciskanych soków z owoców jakie tylko Wam się zamarzą. Moje ulubione to oczywiście mango i arbuz. W labiryncie stoisk, moją uwagę przykuło jedno, gdzie wystarczyło jedynie wskazać owoc, z którego na miejscu przygotowywano orzeźwiający soczek.

pad thai
Uliczny Pad Thai

owoce

sok
sok z arbuza

Kolejnym daniem, któremu nie mogłam się oprzeć była Green Papaya Salad. W sam raz na gorące dni. To nic innego jak pomidory, zielony groszek, orzechy, krewetki a wygląda dość apetycznie.

ulicznejedzenie

papaya salad
Papaya Salad

Po takim jedzeniu nie sposób się ruszyć z miejsca ale czekał jeszcze deser. Nie mogłam oprzeć się pokusie, żeby nie spróbować domowej roboty tajskich lodów czy naleśników z owocami. Prawda jest taka, że rolowanym, mrożonym słodkością przygotowywanym na oczach klientów nie oprze się żaden miłośnik słodyczy. W dodatku sami możemy skomponować  składniki, które lubimy najbardziej. Nic tylko kosztować. Palce lizać!

taskielodytajskielody2

nalesniki

nalesniki2

To tylko niektóre z tajskich smaków i zapachów. Jest tego dużo więcej i jest w czym wybierać. Wystarczy nocą wybrać się na spacer wzdłuż ulic Ao Nang a znajdziecie wszystko czego dusza tylko zapragnie.

3. FABRYKA ORZECHÓW NERKOWCA

Czy ktoś z Was wie jak rosną orzechy nerkowca? Ja nie miałam zielonego pojęcia dopóki nie zobaczyłam jak wyglądają owoce nerkowca. W życiu bym nie powiedziała, że te niezwykle smaczne orzeszki, które sobie często zajadamy w domowym zaciszu do filmu na kanapie wyglądają własnie tak. Orzechy nie wyrastają bezpośrednio z drzewa ale są częścią jego owocu, które do złudzenia przypomina raczej paprykę lub gruszkę.

orzechy

Wizyta w fabryce orzechów nerkowca była niezwykle ciekawym doświadczeniem, zwłaszcza, że nigdy wcześniej nie byłam w podobnym miejscu. Cały proces przetwórstwa odbywa się na miejscu. Orzeszki najpierw zostają wypalane w ogniu a następnie poddane starannej, ręcznej obróbce, którą zajmują się tajscy pracownicy fabryki. Praca jest dość żmudna i monotonna. Przez 8 godzin, często nawet dłużej orzechy nerkowca zostają łupane ręcznie orzeszek za orzeszkiem. I tak powstaje dorodny orzech. Trzeba być bardzo ostrożnym, żeby nie uszkodzić wnętrza skorupki.

orzechy 2orzechy3

Na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że praca lekka i przyjemna bo siedząca ale czy aby na pewno. Przypatrzmy się bliżej. Po wizycie w fabryce nie dziwi mnie już fakt, że nerkowce są tak drogie, gdyż ich obróbka jest niezwykle czasochłonna.

fabrykafabryka 2fabryka 3fabryka 4fabryka 5

Tuż obok fabryki znajdował się sklepik, w którym można było orzeszków popróbować i zaopatrzyć się w zapasy. Będzie co chrupać przed telewizorem po powrocie 😉

4. WIZYTA W TAJSKIEJ SZKOLE

szkola

20180104_110454

Wizyta w tajskiej szkole była chyba najbardziej wyczekiwaną przeze mnie i najbardziej wzruszającą. Dzieci od zawsze były bliskie mojemu sercu z racji wykształcenia, gdyż z zawodu jestem pedagogiem. Dziecko jest symbolem szczęścia, radości, dumy i uśmiechu. Przekraczając próg tajskiej szkoły wiedziałam, że to będzie wyjątkowy dzień. Już na wstępie przywitały nas dwie uśmiechnięte dziewczynki, ubrane w ciemnozielone uniformy. Z zaciekawieniem patrzyły na nas zastanawiając się zapewne dlaczego zakłócamy ich szkolny spokój.

szkolatajszkolataj2

Idąc dalej szkolnym korytarzem zerkamy przez uchylone drzwi do poszczególnych klas. Jest dość skromnie ale czysto i kolorowo. Ściany przyozdobione w plakaty edukacyjne i prace uczniów, na półkach leżą gry, zabawki a nawet pluszaki. Zgodnie z tajskim zwyczajem przed każdą klasą stoją półki a na nich pozostawione buty.

szkolataj3szkolataj4szkolataj5

Zostawiamy swoje obuwie i wchodzimy do jednej z najmłodszych klas, gdzie witają nas rozpromienione twarze tajskich pociech. A ponieważ idąc do kogoś w odwiedziny nigdy nie wybieram się z pustymi rękami, tak i tym razem przygotowaliśmy niespodziankę dla dzieci i przynieśliśmy ze sobą polskie łakocie. Radość dzieci i uśmiechy na ich twarzach były bezcenne. Do dziś mam przed oczami widok małej, tajskiej dziewczynki, która w podziękowaniu za czekoladkę obdarowała mnie swoim słodkim uśmiechem i składając rączki jak do modlitwy ukłoniła się w podziękowaniu. Takich momentów się nie zapomina. To one sprawiają, że każda podróż jest wyjątkowa.

tajkaszkola2

tajkaszkola

szkola2

20180104_105834

22

20180104_105433

Wizyta w tajskiej szkole była dla nas powrotem do beztroskiego dzieciństwa, za którym tak bardzo wszyscy tęsknimy. Fajnie było przez chwilę oderwać się od rzeczywistości i po tylu latach wrócić do szkolnej ławki. Oby takich chwil było jak najwięcej. Bez wątpienia przekonałam się, że w każdym dorosłym żyje dusza dziecka.

lawka 2lawka

5. W TAJSKIM DOMU

20180104_113613

Tradycyjne tajskie domy budowane były z drewna tekowego na palach. Podniesienie domów miało służyć jako forteca przed tropikalnymi zwierzętami i różnego rodzaju insektami. Dzięki temu są również lepiej oświetlone. Tego typu domy można zobaczyć po dziś dzień w wielu miejscach.

domytekowe

Tajowie nie przywiązują szczególnej wagi do tego jak wyglądają ich domy. Wnętrza są zazwyczaj proste i skromne ale czyste. W wielu tajskich domach przeważnie nie ma pralek i typowej kuchni, aczkolwiek ten, który odwiedziliśmy był wyjątkiem. Niemniej jednak często te kuchnie są bo są ale Tajowie praktycznie ich nie używają i rzadko z nich korzystają. Zazwyczaj jadają poza domem. Pralki z reguły są ogólnodostępne, na monety. Trzeba pamiętać, żeby przed każdym domem pozostawić buty, zgodnie z tradycją, która mówi o tym, że nogi są brudne a głowa święta.

kuchnia

kichnia2 (2)

Tajskie domy od środka wyglądają niezwykle kolorowo. Wnętrza zdobią ręcznie tkane dywany i obrazy. Trudno tutaj dopatrzyć się swojego rodzaju gustu czy stylu w urządzaniu domu ale z reguły panuje ład i porządek. W domu, który odwiedziliśmy przeważały dziecięce ubrania i zabawki.

pokoj

pokoj5

pokoj2

pokoj3

pokoj4

6. TAJSKI BOKS

„Muay Thai”, czyli tajski boks jest narodowym sportem Tajów. To sztuka walki, która polega na zadawaniu ciosów przeciwnikowi z wykorzystaniem uderzeń łokciami i kolanami a ciosy zadawane są z pełną siłą. Kto nie lubi wylegiwać się na plaży całymi dniami miał okazję obudzić w sobie ducha wojownika na ringu 😉

20180104_111846

Publika była zachwycona i zdumiona pokazem. Niesamowite było to ile siły i woli walki jest w tych młodych, tajskich chłopcach, którzy trenują już od najmłodszych lat. Na ich strój treningowy składają się głównie krótkie, kolorowe spodenki z tajskim napisem oraz koszulka bez rękawków, zazwyczaj z wizerunkiem tygrysa. Chłopcy, którzy brali udział w pokazie byli przyodziani jedynie w spodenki.

20180104_111932

boks2

tajskibox

tajskibox2

tajskibox3

Ci, którzy zdobyli się na odwagę, mogli spróbować swoich sił w starciu z tajskimi mistrzami. Chętnych nie brakowało a po skończonej walce, mimo zmęczenia na ringu zapanowała ogromna radość.

20180104_112809

boks

7. KOH KLANG

koh klang

Koh Klang jest niewielką wysepką położoną zaledwie 10 minut jazdy łodzią od miasta Krabi. Zamieszkana jest w całości przez wyznawców Islamu. Tutaj życie mieszkańców płynie powoli. Brak dróg i samochodów sprawia, że jest idealnym miejscem, gdzie w ciszy i spokoju z dala od masowej turystyki można wypocząć w zgodzie z naturą.  Niestety nie znajdziemy tutaj rajskich plaż, które oblewają inne tajskie wyspy ale myślę, że warto tu zaglądnąć choćby na chwilę aby zobaczyć jak żyją lokalsi. Mieszkańcy wyspy żyją głównie z agroturystyki i rybołówstwa. Wyspa słynie z uprawy ryżu i rękodzieła.

kohklang4

kohklang3

kohklang2

Będąc na wyspie odwiedziliśmy plantację ryżu. Warto wspomnieć, że Koh Klang jest jednym z dwóch obszarów, gdzie w Tajlandii uprawia się czerwoną odmianę ryżu zwaną Sangyod, która jest bardzo zdrowa i bogata w wysoką zawartość błonnika.

ryz
plantacja ryżu
ryz3
pola ryżowe

ryz2

Oprócz plantacji ryżu odwiedziliśmy warsztat rękodzieła, gdzie powstają miniatury  tradycyjnych, tajskich, drewnianych łodzi. Poznaliśmy przesympatycznego Taja, który tworzy prawdziwe dzieła sztuki. Jest autorem między innymi projektu, który był robiony na zamówienie dla tajskiej rodziny królewskiej.

lodzie

warsztat

lodzie2
Ręcznie wykonana miniatura tajskiej łodzi

Jak widać Tajlandia zachwyca różnorodnością i ma wiele do zaoferowania turystom. Nie wystarczy tylko korzystać z walorów przyrodniczych tego pięknego kraju i wylegiwać się na egzotycznych plażach ale warto zgłębić się w fascynującą kulturę i poznać prawdziwe życie jego mieszkańców. Bo podróże to nie tylko piękne krajobrazy ale również niesamowici ludzie, którzy otwierają swoje serca i wyciągają rękę ku nam kiedy przekraczamy granicę ich kraju a uśmiech nie schodzi z ich twarzy 🙂

tajka (2)

Przydatne informacje

1. Ceny:

  • butelka wody mineralnej – 7 THB
  • piwo Chang w restauracji – ok. 100 THB
  • drink w restauracji – ok. 200 THB
  • Pad Thai – 80-120 THB w zależności od rodzaju i miejsca (jak dla mnie najtaniej i najsmaczniej oczywiście na street foodach🙂)
  • woda kokosowa – 20-50 THB
  • wyciskane soki – 30-70 THB w zależności od rodzaju owoca
  • naleśniki – 40-60 THB w zależności z czym
  • tajskie lody – ok. 50- 80 THB

2. Ciekawostki:

  • w Tajlandii obowiązuje ruch lewostronny
  • walutą w Tajlandii jest baht (THB), 10 bahtów = 1 zł
  • głowa jest święta i stanowi najważniejszą część ciała, dlatego nikt nie może dotknąć głowy drugiej osoby, szczególnie dzieci
  • przed wejściem do świątyń, domów i szkół należy ściągnąć buty, stopy uznawane sa bowiem za nieczyste
  • Tajowie wierzą w duchy, dlatego np. większość tradycyjnych, tajskich łodzi jest przewiązana kolorowymi wstęgami kwiatami, które mają chronić łodzie przed złymi duchami i zatopieniem
  • po przylocie do Tajlandii należy przestawić zegarki o 6 godzin do przodu względem polskiego czasu
  • Tajlandczycy witają się słowem „Sawasdee”, składając dłonie jak do modlitwy a głową wykonują lekki skłon