8 powodów dla których warto zobaczyć Seszele

Co powiecie na wycieczkę w miejsce, gdzie palmy odbijają się w oceanie, gdzie rajskie ptaszki fruwają wśród soczystej zieleni, gdzie leniwie pełzają olbrzymie żółwie a w powietrzu unosi się zapach egzotycznych kwiatów. Seszele, uważane za jedne z najpiękniejszych wysp świata kryją w sobie prawdziwe skarby natury. Nie bez powodu często nazywane „wyspami szczęśliwymi” potrafią zawrócić w głowie niejednemu turyście, który miał to szczęście, żeby znaleźć się w przysłowiowym raju. Pewnie zastanawiacie się czy warto wydać miliony, żeby zobaczyć ten niezwykły zakątek świata. Postaram się rozwiać Wasze wątpliwości i choć troszkę zbliżyć Was do raju, gdzie już nic nie będziecie musieli robić poza bujaniem się w hamaku i podziwianiem okolicznego piękna fauny i flory a zdecydowanie jest na co popatrzeć.

LRM_EXPORT_105245244738715_20181108_173716028

1. Plaże rodem z Edenu

Nie ulega wątpliwości, że to właśnie na Seszelach znajdują się jedne z najpiękniejszych plaż świata, ukrytych w malowniczych zatoczkach. To własnie dla nich przybywają tu turyści z całego świata by nacieszyć oczy pięknem dzikiej natury. I chociaż z roku na rok, w tym samym celu, przybywa coraz więcej osób, miejsce to nie traci swojego dziewiczego charakteru a większością plaż możemy cieszyć się w samotności i co najważniejsze bez zbędnych tłumów. W zasadzie można powiedzieć, że eksplorowanie Seszeli polega w dużej mierze na zwiedzaniu rajskich plaż. Zdarzyło się nam znaleźć plaże, które były zupełnie puste, jakby czekały tylko na nas. Nie trzeba było się przepychać, żeby zrobić zdjęcie bez zbędnych twarzy innych podróżujących. I te palmy pochylone w stronę oceanu. Niektórzy szukają takich całe swoje życie a nie którzy wdrapują się na nie i zwisają niczym leniwce, wygrzewając na słońcu swoje blade, europejskie twarze. My również pokusiliśmy się, żeby skorzystać z tej chwili i  zdobyć pamiątkowe fotki.

LRM_EXPORT_140544695431451_20181018_165518048

LRM_EXPORT_28307175443209_20181102_142521481

Seszelskie plaże mogą poszczycić się niezwykłą różnorodnością. Na każdej z wysp odnaleźliśmy prawdziwe perełki. Nad większością z nich górują wzniesienia porośnięte bujną roślinnością, nad innymi palmy, palmy i jeszcze raz palmy, których cienie odbijają się w złocistym piasku.

LRM_EXPORT_105321204266237_20181108_173831988

LRM_EXPORT_105346362474796_20181108_173857146

LRM_EXPORT_240109635450021_20181111_210456248

LRM_EXPORT_44490069140983_20181007_192734266

2. Coco de Mer – pośladki i kokosy w jednym

Coco de Mer to symbol Seszeli. Widnieje w godle kraju i wyląduje w Waszym paszporcie zaraz po przylocie. To chyba najładniejsza pieczątka kraju, jaką mi wlepiono w dokumenty. Ale to nie wszystko. Bo to jedyna palma na świecie, która rodzi owoce w kształcie kobiecych pośladków i nigdzie indziej poza Seszelami nie występuje. Mało tego jej druga połówka przybiera kształty męskiego przyrodzenia. Te wspaniałe okazy możecie podziwić w rezerwacie przyrody Valle de Mai, który znajduje się na wyspie Praslin. Coco de Mer objęte jest szczególną ochroną, co nie znaczy, że nie może znaleźć się w Waszym posiadaniu. Możecie je zakupić jeżeli jesteście kolekcjonerami pamiątek z Waszych podróży, jednak za oryginał będziecie musieli słono zapłacić bo to koszt rzędu kilkuset złotych. Całe szczęście w sklepach nie brakuje podróbek. Popatrzmy zatem na te wyjątkowe klejnoty😊

LRM_EXPORT_197845902699789_20181110_194735895

LRM_EXPORT_197968888328740_20181110_194938880

3. Przyrodnicza eksplozja

Seszele są prawdziwą eksplozją natury. Palety barw egzotycznych kwiatów, endemicznych roślin, palm, próbujących dosięgnąć nieba, krabów chowających się w piasku, kokosów o fallicznym kształcie, plaż rodem z Edenu, skał porozrzucanych nad brzegiem oceanu niczym diamenty, śpiewających ptaków, pełzających na wolności żółwi i wzgórz porośniętych bujną roślinnością. Przyroda na Seszelach jest chroniona z niezwykłą starannością i troską. Obowiązuje zakaz stawiania turystycznych ośrodków bezpośrednio przy plażach a pod ochroną znajdują się ponad połowa obszaru, zarówno lądu jak i oceanu. Życzę każdemu aby choć raz w swoim życiu trafił do…raju!

LRM_EXPORT_105268718437275_20181108_173739502

LRM_EXPORT_172311550030130_20181109_182438237

LRM_EXPORT_172334968206613_20181109_182501655

LRM_EXPORT_172370463201203_20181109_182537150

LRM_EXPORT_172388221580652_20181109_182554909

LRM_EXPORT_197930726759305_20181110_194900719

LRM_EXPORT_240193338430731_20181111_210619951

4. Diamenty ukryte w skałach

Poza niebiańskim kolorem oceanu jest jeszcze jeden szczegół, który wyróżnia rajskie wyspy i czyni je niepowtarzalnymi. Nigdzie indziej na świecie nie znajdziecie niesamowitych, granitowych formacji skalnych, które upiększają niemal każdą seszelską plażę. Ten jakże plastyczny wytwór matki natury jest chyba największą ozdobą Seszeli i widnieje na większości pocztówkowych zdjęć. Podobne skały widziałam tylko w Tajlandii na Symilanach, gdzie również było pięknie ale ilość turystów odwiedzających to miejsce pozostawiała wiele do życzenia. Seszelskie kamole są bez wątpienia niezaprzeczalnym dowodem na to, że natura jest największym artystą i rzeźbiarzem tego świata.

LRM_EXPORT_31499887999962_20181102_154627684

5

LRM_EXPORT_240066436700283_20181111_210413049

anse takamaka

LRM_EXPORT_105374193235045_20181108_173924977

5. Żółwie olbrzymie na wolności

Na Seszelach żyje największa populacja żółwi olbrzymich, które poza wyspami w środowisku naturalnym można spotkać tylko na Galapagos. Gdzieś kiedyś wyczytałam, że gdyby żółwie mogły mówić to opowiedziałyby historię archipelagu. Te cudowne stworzenia mogą przeżyć bowiem nawet ponad 200 lat. O tak! Kto nie chciałby na żywo zobaczyć najpowolniejszych tuptusiów na świecie 😉 To dla nich przemierzyłam pół świata, żeby tu dotrzeć i zobaczyć na własne oczy jak na wolności skubią sobie trawkę. Niesamowite przeżycie stanąć oko w oko z całkiem przystojnym żółwiem słodziakiem i polecam każdemu kto kocha zwierzęta. Śmiem twierdzić, że niektóre osobniki były większe ode mnie. Jednak gdybym miała się mierzyć z nimi w kategorii wagowej zdecydowanie wygrywają. Ja przy nich to co najwyżej waga piórkowa😉Dorosłe osobniki ważą nawet do 250 kg. O wyspie żółwi – Curieuse Island opowiem szczegółowo w osobnym poście a póki co przedstawiam Wam kilku dość okazałych prawdziwych gentlemanów🐢😊

LRM_EXPORT_164922752929153_20181002_191533059

20180920_141949

20180927_100926

6. Rowerkiem po raju

Nie wiem czy istnieje jakiekolwiek inne miejsce na świecie, gdzie obowiązuje wyłącznie ruch rowerowy. Jedynymi pojazdami dopuszczonymi do ruchu ze względów oczywistych są taksówki. Najmniejszą wyspę archipelagu La Digue, której powierzchnia sięga zaledwie 10 km², eksplorować możecie rowerkami. Jeszcze nigdy w życiu jazda na rowerze nie dostarczyła mi tylu emocji i wrażeń i jeszcze nigdy w życiu nie jeździłam rowerem w tak bajecznych okolicznościach przyrody. Gdziekolwiek się nie rozejrzycie, czy to mieszkańcy, czy turyści, wszyscy z uśmiechem pedałują swoje jednoślady. Wypożyczalnie rowerów znajdziecie dosłownie na każdym rogu a wszystkie rowery wyposażone są w sklepowe koszyki, co znacznie ułatwia poruszanie się po wyspie. Jeżeli ktoś jest zapalonym sportowcem lub miłośnikiem siłowni nie będzie musiał martwić się o swoją kondycję nawet na wakacjach😉 Dorodne muskuły w rajskim wydaniu gwarantowane!

LRM_EXPORT_203046130922723_20181110_211416123

to

LRM_EXPORT_203238706544701_20181110_211728698

LRM_EXPORT_202992013918993_20181110_211322006

7. Zachody słońca…otwórzmy szampana!

Kochacie zachody słońca? Jeżeli tak to Afryka, a w szczególności Seszele są idealnym miejscem do podziwiania tego niesamowitego spektaklu, który wieczorami odbywa się na niebie. Śmiem twierdzić, że moim ulubionym kolorem jest zachód słońca a drugim tęcza i coś w tym jest. Rzeczywiście pięknym zachodom nigdy nie mogę się oprzeć i zawsze podziwiam je z wypiekami na twarzy. Na Seszelach każdego dnia, kiedy zbliżał się wieczór zasiadaliśmy na plaży i czekaliśmy cierpliwie, patrząc co namaluje nam niebo.  Trzeba wziąć pod uwagę, że stosunkowo wcześnie robi się ciemno bo tuż po godzinie 18.00. Nas trochę poniosła wyobraźnia i podczas jednego, pięknego zachodu słońca na najpiękniejszej plaży świata postanowiliśmy otworzyć…szampana🥂 W takich okolicznościach smakował wybornie😉

10

LRM_EXPORT_202148094952866_20181110_205918087

LRM_EXPORT_179271078750774_20181003_125535863

LRM_EXPORT_78087824905089_20181030_184607197[1]

LRM_EXPORT_200034174806185_20181110_202404167

8. Pobierzmy się na…Seszelach!

Niezwykle rajska atmosfera Seszeli sprzyja zakochanym parom, które coraz częściej decydują się ślubować sobie miłość wśród tropikalnych okoliczności przyrody lub wybierają wyspy jako miejsce podróży poślubnej. Sami byliśmy świadkiem podobnych uroczystości lub sesji fotograficznej świeżo upieczonych małżonków. Ba! Znam nawet parę, która kilka lat temu sama zdecydowała się na ślub po kreolsku i jechała do ślubu…wołem!. Nic dziwnego bo to miejsce wprost stworzone do takich uroczystości. Słynna plaża Anse Source D’Argent robi wręcz za plan fotograficzny, gdzie niemal każdego dnia pary czule przytulają się w objęciach obiektywu. Ehh…rozmarzyłam się a Wy?😍

LRM_EXPORT_199989459351756_20181110_202319451

LRM_EXPORT_199962127635775_20181110_202252120

LRM_EXPORT_199931424786374_20181110_202221417

LRM_EXPORT_33226722673882_20181013_194504804

1

Czy tak wyobrażaliście sobie raj? Jeżeli tak, to zapraszam Was w dalszą podróż ze mną po rajskich wyspach. Kolejną przygodę rozpoczniemy od największej wyspy archipelagu Mahe. Plan podróży na Seszele i informacje praktyczne opisałam tutaj.

                                                                                                             Miłego dnia😉

Iza i jej Podróżowe Love

 

Seszele – archipelag marzeń – plan podróży na własną rękę i informacje praktyczne

Podróż na rajskie Seszele była zwieńczeniem moich marzeń. Uświadomiła mi, że świat stoi otworem, że nie ma granic w podróżowaniu, że marzenia mogą stać się rzeczywistością…trzeba tylko je dogonić 😊 Chilijski poeta Pablo Neruda mawiał, że powoli umiera ten kto nie podróżuje, kto unika pasji. Kierując się jego słowami bez zastanowienia wybraliśmy wypoczynek na diamentowych plażach Seszeli oblanych błękitnymi wodami  Oceanu Indyjskiego.

20181009_233631[1]
Plaża Anse Source D’Argent

Seszele niestety nie należą do tanich destynacji o czym mieliśmy okazję przekonać się na własnej skórze. Jednak myślę, że warte są każdych pieniędzy a koszty można zniwelować poprzez zorganizowanie podróży na własną rękę. Tak też zrobiliśmy, spędzając cudowne dwa tygodnie w tym rajskim zakątku świata. Swoją podróż podzieliliśmy pomiędzy 3 najbardziej popularne wyspy Mahe, Praslin i La Digue, na każdej z nich spędzając po 5  jakże cudownych dni.

Fotoram.io
Wyspy Mahe, Praslin i La Digue

Kiedy jechać na Seszele?

Najlepszą porą aby odwiedzić Seszele jest tzw. pora sucha, która trwa tutaj od maja do października, czyli zwyczajnie nasze polskie lato. Najwięcej opadów występuje w porze zimowej, a wiec grudzień, styczeń i luty co nie oznacza, że w pozostałych miesiącach wcale nie będzie padać. Z pogodą niestety różnie bywa i często trzeba liczyć po prostu na szczęście. My polecieliśmy końcem września, zahaczając o początek października. Pogoda dopisała nam w 100 procentach. Jedynie na Mahe mieliśmy 3 dni deszczowe ale nie padało cały czas i dało się przeżyć. Taki ciepły deszczyk w 30 stopniowym upale był akurat zbawienny. Śmiem twierdzić, że kolor oceanu w czasie deszczu przybierał jeszcze bardziej błękitną barwę niż jak przyświecało mu słonko. W każdym bądź razie było obłędnie pięknie a deszczowy dzień często kończył się jakże spektakularnym zachodem słońca.

LRM_EXPORT_78087824905089_20181030_184607197[1]

Loty na Seszele

Lot na Seszele zarezerwowaliśmy stosunkowo późno bo jakieś 2-3 miesiące przed planowaną podróżą i niestety przepłaciliśmy (3200 zł za os.). Lecieliśmy z Oslo liniami Qatar Airways z przesiadką w stolicy Kataru – Dosze. Oczywiście można było zabukować taniej dużo wcześniej ale do końca jeszcze nie byliśmy pewni kiedy dostaniemy urlop w pracy więc woleliśmy nie ryzykować. Około pół roku wcześniej bilety były w promocyjnych cenach nawet po 2300 zł za osobę i to liniami Emirates. Warto zatem sprawdzać loty i rezerwować z dużym wyprzedzeniem chociaż nie ma gwarancji i reguły że będzie dużo taniej. Jakby nie było staliśmy się szczęśliwymi posiadaczami biletów lotniczych do raju 😊 Mało ważne, że były to najdroższe bilety jakie zakupiłam w całym swoim dotychczasowym życiu🙈 Ale powiem Wam że było warto! No to lecim bo czeka już nasz odlotowy dreamliner 🛫 a ja nie mam zamiaru spóźnić się na wakacje mojego życia na najpiękniejszych plażach świata😉🌴✈

LRM_EXPORT_77234161298392_20181030_183153533

Zakwaterowanie

Wszystkie noclegi zarezerwowaliśmy przez portal booking.com z dość dużym wyprzedzeniem, około 8-9 miesięcy przed wyjazdem ale opłacało się, gdyż za całość zapłaciliśmy nieco ponad 7 tys. zł za 2 osoby razem ze śniadaniami. A miejscówki trafiły nam się naprawdę rewelacyjne z bajkowymi widokami na ocean i basenem 👌 Myślę, że warto zarezerwować wcześniej, gdyż mamy większy wybór i gwarancję, że te, które nam się najbardziej podobają będą jeszcze dostępne. I nie jest powiedziane, że musimy wydać miliony, żeby zatrzymać się na wymarzonych wyspach, gdyż jest spory wybór zakwaterowania poprzez hotele, apartamenty i tzw. prywatne „guesthouse” a ceny bardzo zróżnicowane.

Naszą pierwszą miejscówką na wyspie Mahe była Villa Chez Batista, położona przy jednej z najpiękniejszych plaż, w południowej części wyspy, Anse Takamaka. Apartamenty położone są w otoczeniu przepięknej plaży z lazurową wodą i niesamowitych formacji skalnych, których byłam pod wielkim wrażeniem. Po przybyciu do obiektu czekał na nas drink powitalny i niezwykle uśmiechnięta właścicielka o imieniu Shannon. Mieliśmy wielkie szczęście, ponieważ w tej samej cenie zakwaterowano nas w zupełnie innej willi, niż ta którą zabukowaliśmy, o podwyższonym standardzie z bezpośrednim dostępem do basenu, z którego roztaczał się nieziemski widok na ocean. Śniadania były dość monotonne ale pokoje bardzo czyste i codziennie starannie sprzątane. Na łóżku zawsze czekały na nas ręczniki, starannie ułożone w najróżniejsze kształty i czerwone kwiaty porozrzucane na łóżku, w całym pokoju i łazience. Trochę czuliśmy się jakby to była nasza podróż poślubna 😊 I ten obłędny widok z okien na basen i lazurowy ocean🙈

Villa Chez Batista ok. 85€/1 noc, pokój typu standard z widokiem na ogród

20180923_151839
widok z basenu na plażę Anse Takamaka
LRM_EXPORT_82464806062227_20181030_195904178
nasz apartament w Villa Chez Batista

LRM_EXPORT_82487766693942_20181030_195927138

mahe pokoje
widok z okien pokoju
LRM_EXPORT_82684303583724_20181030_200243675
basen i hotelowa restauracja

Na Praslin zatrzymaliśmy się w obiekcie Cote Jardin, który jest częścią hotelu Chalet Cote Mer, położonym wśród niezwykle bujnych ogrodów, tuż nad zatoką Baie Sante Anne, niedaleko przystani promowej i przystanku autobusowego. Personel hotelu jest niezwykle uprzejmy a jedzonko tutaj bardzo smaczne, szczególnie wieczorne kolacje. Pokoje były dość ciasne i niezbyt duże ale całe szczęście zaopatrzone w klimatyzację. Do dyspozycji gości jest basen typu infinity z przepięknym widokiem na całą zatokę. Ten wspaniały widok roztacza się również z okien restauracji, położonej tuż obok basenu. Niestety gapa ze mnie bo dopiero po czasie zorientowałam się, że nie zrobiłam żadnego zdjęcia pokoju, w którym się zatrzymaliśmy.

20181017_191903
basen z widokiem za zatokę Baie Sante Anne
20180929_084933
widok na zatokę promową

20180925_124552

LRM_EXPORT_86129519819875_20181030_210008892
widok z tarasu recepcji Chalet Cote Mer
LRM_EXPORT_85989704853745_20181030_205749077
piękne ogrody na terenie obiektu

LRM_EXPORT_85954422279039_20181030_205713794

LRM_EXPORT_85683852984579_20181030_205243225
restauracja hotelowa

Ostatnia miejscówka na La Digue o nazwie Villa Source D’Argent była strzałem w dziesiątkę i chociaż nie było tutaj basenu i widoku na ocean, podobała nam się najbardziej. Apartament był zupełnie nowy a właścicielka najsympatyczniejszą osobą jaką spotkaliśmy na całych Seszelach. Co dziennie rano na tarasie naszej willi czekały na nas pyszne śniadanka z widokiem na ogród. Po prostu żyć, nie umierać! Okolica bardzo cicha i spokojna, dosłownie 500 metrów do królowej plaż Anse Source D’Argent. W obiekcie można z miejsca wypożyczyć rowery i tak też zrobiliśmy.

Villa Source D’Argent ok. 104 €/1 noc

LRM_EXPORT_90281728670598_20181030_220921100
widok na ogród
LRM_EXPORT_90079677291473_20181030_220559049
taras przed naszym apartamentem
LRM_EXPORT_90261778243958_20181030_220901150
pyszne śniadanka czekały na nas każdego ranka
LRM_EXPORT_90236465342284_20181030_220835837
talerz owoców
LRM_EXPORT_90060684458141_20181030_220540056
nasz pokój w Villi Source D’Argent

LRM_EXPORT_90116363848832_20181030_220635736

LRM_EXPORT_90200746837848_20181030_220800119
łazienka

Transport pomiędzy wyspami

Pomiędzy wyspami kursują promy. Bilety zarezerwowaliśmy z wyprzedzeniem na stronie Seyferry. Ceny za transport są raczej niezmienne i dość wysokie. Koszt płynięcia z Mahe na Praslin to ok. 50 euro. Płynie się około godziny. Natomiast z Praslin można dopłynąć na La Digue w 15-20 minut za jedyne 14 euro. Nie będę ukrywać że fale są bardzo wysokie i nieźle buja, dlatego dla osób z chorobą morską polecam alternatywę i lot awionetką z Mahe na Praslin liniami Air Seychelles, który trwa dosłownie 20 minut. Widoki bezcenne i niezapomniane. Ceny są bardzo zbliżone do promów więc warto skorzystać z oby dwóch środków transportu. My tak zrobiliśmy i za taką przyjemność w jedną stronę zapłaciliśmy 66 euro za osobę.

LRM_EXPORT_13999171898289_20181101_200744676
katamaran „Cat Cocos”

LRM_EXPORT_200049721867489_20181004_134814931

Jeżeli chodzi o poruszanie się po wyspach jest kilka opcji. Najdroższą są oczywiście taxi, z których niestety musieliśmy skorzystać choćby z lotniska na Mahe. Za przejazd w jedną stronę zapłaciliśmy 50 euro. Mahe jest bardzo dobrze skomunikowane, dlatego praktycznie wszędzie można dojechać autobusem. Bez względu na odległość, za jednorazowy przejazd płaciliśmy jedyne 7 SCR (rupii seszelskich), czyli około 2 złotych. Problem pojawia się w momencie kiedy macie ze sobą bagaże. Duże walizki nie są akceptowane i kierowcy nie chcą wpuszczać do autobusu. Lepszym rozwiązaniem będą tzw. plecaki turystyczne, które można bez problemu wziąć na kolana. Jeżeli chodzi o Praslin również w większości poruszaliśmy się autobusami, czasem udało nam się również pojechać na stopa😉 Kierowcy nawet chętnie się zatrzymywali. Ba! Zdarzało się również i tak, że nawet nie musieliśmy machać bo sami od siebie się zatrzymywali i pytali gdzie chcemy jechać i czy potrzebujemy podwózkę. Najmniejszy problem z komunikacją mieliśmy oczywiście na La Digue, gdzie obowiązuje ruch rowerowy. Za wypożyczenie rowerków płaciliśmy 100 SCR za dzień od osoby ( ok. 28 zł) i były to najlepiej wydane pieniądze. Pomijając fakt, że kocham jazdę na rowerze, to korzystanie z tego środka transportu w tak bajecznym miejscu jakim jest La Digue było prawdziwą ucztą dla ciała, ducha i oczu😊 Nie wyobrażam sobie poruszać się tutaj w inny sposób, no chyba że spacerkiem.

LRM_EXPORT_13924975130573_20181101_200630479

Wyżywienie

Jak już wcześniej wspomniałam śniadania mieliśmy w cenie wszystkich noclegów, które zarezerwowaliśmy. Najczęściej były to jajka w każdej możliwej postaci (jajecznica, omlet, jajko smażone), naleśniki, talerz egzotycznych owoców lub sałatka owocowa. Nie było dużego wyboru i zazwyczaj były to mało urozmaicone posiłki. Cudów nie należy się spodziewać, no chyba że ktoś ma zarezerwowany pobyt w 5 gwiazdkowym hotelu. Jeżeli chodzi o pozostałe posiłki, najczęściej stołowaliśmy się w restauracjach lub budkach tzw. „take away”.

LRM_EXPORT_45546732772528_20181102_194035433
ryba po kreolsku
LRM_EXPORT_45517588920395_20181102_194006289
ryba grillowana i kurczak
LRM_EXPORT_45576809209930_20181102_194105509
ciasto bananowe

Ceny w tych pierwszych są bardzo wysokie. W zależności, na jaką restaurację trafiliśmy ceny za np. rybę po kreolsku wahały się pomiędzy 240 SCR a 350 SCR (66 zł – 97 zł). I wcale nie jest powiedziane że wszędzie było smacznie. Owszem zdarzały się rewelacyjne knajpki z naprawdę pysznym jedzeniem jak chociażby Chez Jules, położona przy plaży Anse Banane na La Digue, którą gorąco polecamy. Nie dość, że wyśmienite jedzenie to jeszcze wspaniałe widoki na ocean a nieopodal mieszka olbrzymi żółw, którego mieliśmy okazję spotkać. To tutaj piliśmy świeże soki owocowe w rozmiarze XXL, jedliśmy najlepsze pod słońcem lody kokosowe i sałatkę z ośmiornicy. Warto spróbować również przepysznej rybki.

LRM_EXPORT_45441010664142_20181102_193849711
Restauracja Chez Jules

LRM_EXPORT_45471365379928_20181102_193920065

LRM_EXPORT_45375443245266_20181102_193744143
świeże soki owocowe w rozmiarze XXL
LRM_EXPORT_45312136404273_20181102_193640836
sałatka z ośmiornicy
LRM_EXPORT_45276612935529_20181102_193605313
bardzo smaczna rybka

Jeżeli chodzi o jedzenie „take away” ceny były po stokroć niższe ale nie spodziewajmy się cudów. Zazwyczaj była to ryba lub kurczak z frytkami bądź ryżem, różnego rodzaju pasty, zdarzyło nam się również trafić na bardzo smaczny gulasz z mięsem wołowym.  W większości są to fast foody, a więc jedzonko niezbyt zdrowe. Najsmaczniejsza budka z jedzeniem jaką znaleźliśmy to Gala Take Away również na La Digue. Wychodzi na to, że to na tej małej wysepce jedzenie smakowało nam najbardziej 😊 Ceny w budkach wahają się pomiędzy 40 SCR – 100 SCR (ok. 11zł – 27 zł). Jeżeli chodzi o lokalne trunki to koniecznie musicie spróbować seszelskiego rumu Takamaka oraz piwa SeyBrew 👌. Rum najtaniej można kupić na lotnisku w strefie bezcłowej (ok. 220 SCR). W lokalnych sklepach ceny sięgają nawet 300 SCR.

45231206_2974175039275375_5875109012856373248_n

Plan podróży

Planowanie wymarzonych wakacji jest chyba najlepszą częścią urlopu. Dlatego tak kocham podróże na własną rękę bo dają mi możliwość zaplanowania wszystkiego od A do Z i sprawia mi to olbrzymią frajdę. Całymi dniami buszuję po internecie w poszukiwaniu najlepszych miejscówek, czytam blogi podróżnicze i oglądam miliony zdjęć w sieci oraz filmików na youtube 😊 Często zdarza mi się potem mieć problemy z zasypianiem bo tyle pięknych miejsc się naoglądam że jak już zasnę to wszystko śni mi się po nocach😁 W ten oto sposób powstał nasz plan podróży. Chyba go wyśniłam 😉

Dzień 1

Przylot na rajskie Seszele – zakwaterowanie w hotelu Villa Chez Batista na Mahe – relaks po długim locie na plaży Anse Takamaka

LRM_EXPORT_105283930236244_20181031_191822963

Dzień 2

Plaża Anse Intendance

LRM_EXPORT_106242279042174_20181031_193421312

Dzień 3

Wizyta w stolicy Seszeli – Victorii – zakupy – punkt widokowy La Misere

bigben
miniatura londyńskiego zegara w Victorii

Dzień 4

Plaża Anse Forbans

LRM_EXPORT_15258174119581_20181101_202843678

Dzień 5

Plaża w zatoce Baie Lazare

LRM_EXPORT_108649535678104_20181031_201436981

Dzień 6

Przeprawa promem na wyspę Praslin – zakwaterowanie w hotelu Cote Jardin – plaża Anse Volbert – relaks przy hotelowym basenie

LRM_EXPORT_116277503379571_20181031_222704315

Dzień 7

Wycieczka na wyspę żółwi Curieuse Island – plaża St Jones – snorkowanie na St Pierre

20180927_104052[1]

20181009_233859
Anse St Jones
LRM_EXPORT_116933302884410_20181031_223800114
St Pierre

Dzień 8

Najpiękniejsza plaża na wyspie Praslin – Anse Georgette – trekking przez góry na plażę – powrót przez pole golfowe hotelu Constance Lemuria

LRM_EXPORT_44517346741040_20181007_192801544
plaża Anse Georgette
LRM_EXPORT_117901711111602_20181031_225408523
pole golfowe w hotelu Constance Lemuria
LRM_EXPORT_118020055483440_20181031_225606867
widoki podczas trekkingu przez góry

Dzień 9

Rezerwat przyrody Fond Ferdinand – plaża Anse Lazio

LRM_EXPORT_45594092637693_20181007_194841278
punkt widokowy w rezerwacie przyrody Fond Ferdinand
LRM_EXPORT_45640217758429_20181007_194927403[1]
Anse Lazio

Dzień 10

Rezerwat przyrody Valle De Mai

LRM_EXPORT_116333361980108_20181031_222800173

Dzień 11

Przeprawa promem na wyspę La Digue – zakwaterowanie w apartamencie Villa Source D’Argent – przejażdżka rowerami dookoła wyspy

LRM_EXPORT_115628183347920_20181031_221614995[1]

Dzień 12

Królowa plaż Anse Source D’Argent – Union Estate Park – zachód słońca

7
Anse Source D’Argent
LRM_EXPORT_192188175358305_20181003_222108392
Union Estate Park

10

Dzień 13

Plaża Grand AnseAnse FourmisAnse Patates przy słynnym hotelu Patatran

LRM_EXPORT_31499887999962_20181102_154627684
Grand Anse
LRM_EXPORT_140544695431451_20181018_165518048
Anse Fourmis
20181002_120711
Anse Patates

Dzień 14

Wycieczka na wyspę FeliciteCoco Island – snurkowanie

3
snorkling przy plaży Anse Source D’Argent

Dzień 15

Przeprawa promem na wyspę Praslin – lot awionetką do Mahe – wylot do Norwegii

LRM_EXPORT_197093621515796_20181004_105053759

To tak w skrócie. Czy coś bym zmieniła w naszym planie podróży? Nie. Gdybym tylko mogła, zostałabym dłużej, żeby zobaczyć miejsca, do których nie udało nam się dotrzeć ze względu na pogodę lub brak czasu. Jedyne co nie udało nam się zrealizować z listy zaplanowanych miejsc był punkt widokowy La Misere oraz wycieczka na wyspy Felicite i Coco, dlatego zdjęcie z przedostatniego dnia podróży jest przykładowe i pochodzi z innego miejsca. Nic straconego. Jesteśmy przekonani, że pewnego dnia znów zawitamy na rajskie Seszele😉

Marzycie o podróży na Seszele? Planujecie wyjazd na własną rękę? Mam nadzieję, że pomogłam choć troszkę tym, którzy planują swoją podróż na rajskie wyspy i rozwiałam Wasze wątpliwości. Jeżeli tak zapraszam do śledzenia mojego profilu na Facebooku oraz Instagramie, gdzie znajdziecie więcej zdjęć. Wkrótce pojawią się kolejne, szczegółowe już wpisy z wyprawy i bajkowe zdjęcia, których zrobiliśmy około 2,5 tysiąca😉

                                                                                                          Ściskam Was mocno ❤ PML

Przydatne informacje

  • oficjalna waluta Seszeli to rupia seszelska SCR ( 100 SCR to ok. 28 zł), kantory znajdują się na każdej z wysp więc bez problemu wszędzie wymienicie pieniądze, my zabraliśmy ze sobą Euro, część wymieniliśmy na rupie, a resztą płaciliśmy, euro jest akceptowane praktycznie wszędzie
  • ubezpieczenie podróżne wykupiliśmy w Signal Iduna, koszt takiego ubezpieczenia za 16 dni to 252 zł za 2 os. i jest to ubezpieczenie podstawowe, przy wykupie są 3 warianty do wyboru
  • wiza przy pobycie do 90 dni nie jest wymagana
  • lot Oslo – Mahe liniami Qatar Airways 3200 zł/os.,
  • taxi z lotniska na Mahe do hotelu ok. 50 Euro w jedną stronę
  • cena za jednorazowy przejazd autobusem 7 SCR niezależnie dokąd jedziecie, trzeba jednak pamiętać, że kierowcy nie akceptują walizek, ewentualnie plecaki, które możecie wziąć na kolana
  • transport promem z Mahe na Praslin ok. 50 euro/os.
  • prom Praslin – La Digue ok. 14 euro/os.
  • lot Air Seychelles Praslin – Mahe ok. 66 euro/os.
  • za wszystkie transporty pomiędzy wyspami wydaliśmy ok. 149 euro/os. czyli jakieś 644 zł
  • wypożyczenie rowerów 100 SCR/dzień (ok. 28 zł), rowerki wypożyczyliśmy bezpośrednio u właścicielki naszej willi
  • pobyt w hotelu Villa Chez Batista na Mahe ok. 625 euro/5 nocy czyli ok. 2700 zł/2os.
  • pobyt w hotelu Cote Jardin na Praslin ok. 625 euro/5 nocy czyli również 2700 zł/2os.
  • pobyt w apartamentach Villa Source D’Argent ok. 414 euro/ 4 noce czyli ok. 1800 zł/2 os.
  • śniadania we wszystkich obiektach były wliczone w cenę, łącznie na zakwaterowanie wydaliśmy ok. 1.665 Euro (ok. 7200 zł/2 os.) pobyt 14 dniowy
  • wydatki, które ponieśliśmy dodatkowo za wycieczki, atrakcje i wstępy do rezerwatów przyrody opiszę w kolejnych postach

Podsumowanie wydatków

  • loty: 6.400 zł
  • zakwaterowanie: 7.200 zł
  • taxi: 100 euro = 432 zł
  • transport między wyspami: 300 euro = 1.300 zł
  • wypożyczenie rowerów: 800 SCR = 222 zł
  • ubezpieczenie podróżne: 252 zł

RAZEM: 15.806 zł/ 2 os.